Od rana koszmar. Majka jest chora, wstała o 3 bo ma zatkany nosek. Poszłam do niej i ułożyłam ponownie do snu z butelką mleka. Wstała znów o 5 i poszła do Piotra. Piotr spał w salonie. Oczywiście nie zainteresował się nią i przekręcił się na drugi bok. Majka przybiegła do pokoju Oskara, gdzie śpię i niestety obudziła go. Nie powiem zdenerwowałam się, tym bardziej, że spałam może 15 minut od trzeciej. Włączyłam jej bajki, żeby nie krzyczała, bo by znów zbudziła Oskara. I powiedziałam do Piotra, że jaśnie pan nie ruszy dupska do dziecka. Na to on do mnie WYPIER… SZMATO JEB.. i rzucił we mnie taką zabawką dziecka w plecy. Został mi siniak. Tak zaczęła się poranna awantura. Rozpłakałam się. I zaczęłam krzyczeć na niego. On na to wyciągnął telefon aby to nakręcić. Piotr jest fantastycznym manipulantem i kłamcą. Chce ze mnie zrobić wariatkę, dlatego nagrywa takie momenty kiedy płaczę i krzyczę. Nie wiem co on chce zrobić z tymi materiałami ale poważnie zastanawiam się nad zainstalowaniem kamery w domu, żeby w razie czego móc się obronić.
Tak dla jasności Potr od listopada nie pracuje, a tak naprawde od października bo był na urlopie. W tym czasie nie pomaga mi kompletnie przy dzieciach. Nie daje mi pieniędzy. A jeszcze oczekuje, żebym mu oddawała 500+. Ja płacę rachunki, kupuje jedzenie. Jemu się wydaje, że mi chyba z tego 1000 zł to jeszcze pieniądze zostają. Załamać się można. Narazie mam zasiłek macierzyński ale jak się skończy to ja nie wiem co zrobię. W grudniu poprosiłam go o pomoc finansową to dał mi 500 zł, a wręcz musiałam mu je wyszarpać z gardła, po tym jak spisałam na kartkę wszystkie grudniowe wydatki. Wiadomo zima, trzeba grzać, rachunki wysokie, a do tego jeszcze święta. Jestem kompletnie sama…
Boże daj mi siłę. Nie chcę, żeby moje dzieci patrzyły na tą patologię. Staram się nie wybuchać a dziś nie wytrzymałam. Jestem kłębkiem nerów.